z tysiąca zapisanych kartek, przerzucam się na klawiaturę :)
Mój dziennik odchudzania, fascynacja chudością, dążenie do perfekcji do której mi i mojemu ciału tak daleko, wciąż w drodze...
z momentami ciężką do wytrzymania, ale zawsze obecną Aną.

poniedziałek, 18 lutego 2013

thin

raz lepiej raz gorzej...
zgubiła mnie pewność siebie... ale od trzech dni zwyciężam, już nic nie jem...
























piątek, 14 grudnia 2012

od poniedziałku SGD

Od poniedziałku zaczynam SGD, w weekend robię głodówkę, choć pewnie znowu będą pilnować mnie przy kolacji.. jak ja tego nienawidzę. Zauważyłam, że największą ochotę najedzenie mam gdy: nie jestem głodna, gdy wezmę już kęs czegoś- najciężej potem sobie powiedzieć stop! no i gdy jestem sama... to trochę dziwaczne. Przy kimś, jak ktoś jest w domu to nawet do kuchni nie wchodzę. I nienawidzę się czuć pełna, najedzona, bez pustego żołądka... i wciąż tak bardzo obrzydza mnie moje ciało, boję się, że przytyłam, że się robię coraz grubsza, to jest obsesja,  to męczy czasem, gdy dotykam brzucha i nie poczuję kości... Marzę, marzę bym miała wystające żebra... chudy brzuch, chude nogi, ta grubość mnie już obrzydza, mam jej tak serdecznie dość...czuję się zmęczona.

Moje notatnikowe bilanse:

Muszę je tu napisać, by pozbyć się tych kartek...
nie będę zapisywać co zjadłam, napiszę tylko kalorie od początku 'diety' :

wszystkie liczone są w zaokrągleniu :
  • Październik 2012 :                                                                                          
  • 06. - 1200                                                                     
  • 07. -  700
  • 08. - 1000
  • 09. -  700
  • 10. - 600
  • 11. - 800
  • 12. - 600
  • 13. - ---
  • 14. - 300
  • 15. - 450
  • 16. - 500
  • 17. - 650
  • 18. - 830
  • 19. - 800
  • 20. - 1000
  • 21. - 400
  • 22. - 550
  • 23. - 900
  • 24. - 700
  • 25. - 650
  • 26. - 700
  • 27. - 1000
  • 28. - 400
  • 29. - 500
  • 30. - 800
  • 31. - 600

  • Listopad 2012:
  • 01. - 500
  • 02. - 800
  • 03. - 500
  • 04. - 600
  • 05. - 500
  • 06. - 500
  • 07. - 500
  • 08. - 2000
  • 09. - 500
  • 10. - 400
  • 11. - 1200
  • 12. - 1000
  • 13. - 2000
  • 14. - 950
  • 15. - 600
  • 16. - 500
  • 17. - 500
  • 18. - 1000
  • 19. - 900
  • 20. - 750
  • 21. - 1000
  • 22. - 700
  • 23. - 1000
  • 24. - 800
  • 25. - 1400
  • 26. - 1200
  • 27. - 600
  • 28. - 500
  • 29. - 600
  • 30. - 550


  • Grudzień 2012: 
  • 01. - 600
  • 02. - 600
  • 03. - 1250
  • 04. - 800
  • 05. - 350
  • 06. - 900
  • 07. - 450
  • 08. - 270
  • 09. - 670
  • 10. - 1400
  • 11. - 1000
  • 12 - 400
  • 13. - 1100
  • 14. ---

Jak widać zdarzały mi się dobre dni... czasem tak tragiczne, że siadałam i płakałam i myślalam- ' boże gruba świnio, dlaczego?!" 


przepisane z notatnika... :) początki

06.10.2012
Zaczęłam! Moje ciało zaczęło obrzydzać mnie do tego stopnia, że przestaje jeść! mam tego serdecznie dość! chcę ważyć 50 kg! muszę pozbyć się 34 kg tłuszczu! ja pierdole!

14.10.2012
Brzydzę się swojej wagi, brzydzę się swojego ciała, tego, że jestem taka gruba, brzydzę się grubością..
chcę mieć: WIDOCZNE KOŚCI! wszystkie kości! chcę je dotykać, zobaczyć... chcę być CHUDZIUTKA! .LEKKA! piękna... chcę by myślano o mnie jak o chudzielcu! chcę, ja pierdole chce tego. Czuję się zmęczona swoim ciałem.

15.10.2012
Chudość jest perfekcją... grubasy są obrzydliwe,  jestem obrzydliwa. Musze być chuda! muszę się mieścić w najmniejsze rozmiary w sklepach, nie martwić się o swoje ciało, że mi coś, gdzieś wystaje... chcę by mi zazdrościli figury!

16.10.2012
chcę wytrzymać bez jedzenia jak najdłużej się tylko da!

21.10.2012
gdy jestem głodna, nie jestem smutna, zauważyłam, że głód jakby 'zabija' pochłania, każdy inny ból, jakby karmił się tym co boli w sercu :) ale sprawia, że robię się tez zimna, wyrachowana, obojętna. I chcę taka być, bezwzględna i okrutna dla siebie. Gdy nie będę głodna, będę grubsza, moje popękane serce się odezwie i znów będzie bolało... Mam wrażenie, że siłę daje mi głód, brak jedzenia, odmawianie sobie, to wszystko jest ćwiczeniem silnej woli- patrzysz na jedzenie, na coś co kiedyś uwielbiałaś i myślisz sobie 'ha teraz nie muszę tego jeść, teraz sobie odmówię, to sprawi, że o krok będę dalej'  i sobie odmawiasz, odkładasz czekoladę do szafki :) panujesz nad swoim ciałem, nad swoimi słabościami, to wszystko to po prostu kontrola, kontrola nad emocjami. Cholernie boli mnie to, że jestem gruba, że wszędzie ten obrzydliwy tłuszcz, to przestanie boleć gdy będę głodna, gdy  będę chuda!

23.10.2012
Wszystko co zjadam sprawia, że moja silna wola i psychika słabnie! Głod daje mi siłe i jej pełen pogardy wzrok... gdy jadłam widziałam ją z nowu. ona jest taka chudziutka, piękna, każda kośc na wierzchu... i mowi ze jak nie zjem to może będę podobna...

25.10.2012.
Jestem taka potwornie gruba, wręcz kwadratowa...
Czuję się nieszczęśliwa, bo jem, bo jetem gruba... niedobrze mi od tego wszystkiego.

28.10.2012
Chyba w każdym dązeniu do perfekcji jest kilka załamań. Muszę uczyć się na błędach i wiem ,że nienawidzę jeść, nienawidzę pełnego brzucha, uczucia ciężkości i przerażają mnie wyrzuty sumienia.

06.11.2012
Miesiąc diety. Co się zmieniło...?  mam wrażenie, że żołądek jest mniejszy, praktycznie nie jem słodyczy, jem same warzywa, owoce no śniadania i kolacje... ale muszę, bo nie mam pomysłu jak ich uniknąć. Były kryzysy, zwątpienia, ale jest coraz lepiej, muszę mieć silną wolę, wciąż ją ćwiczyć. Nawet nie jestem w połowie diety, to wciąż dopiero początek jest. Wszystko jest ochotą na jedzenie i z tym najcięzej walczyć, bo głód da się wytrzymać, nawet sprawia przyjemność.
Zawsze, gdy zjem czuję się strasznie, czuję jak mi się tłuszcz z ciała wylewa, to takie obrzyliwe, jestem taka miękka, zero kości... GRUBA! Chcę umierać z głodu, chcę być chuda, tylko chude jest piękne i perfekcyjne.

15.11.2012
jem jem... boję się jedzenia, każdego, przerażają mnie nawet kalorie w ogórku, a mimo to jem... ja pierdole, dostaję jakieś świra!


czwartek, 13 grudnia 2012

POMOC W SŁABOŚCIACH! spis rad, moje cele, sposoby na żarcie etc.- większość to pomoce z waszych blogów :) dziękuję




  • jedzenie to twój wróg!
  • każdy kęs sprawia, że robisz się grubsza! robisz się większa! że każda kość ukryta jest i obrośnięta tłuszczem! a ty jesteś obrzydliwa!
  • NIE JEDZ BEZ POTRZEBY!
  • PIJ DUŻO, zapijaj głód !
  • bądź perfekcyjna w niejedzeniu!
  • jak masz już jeść, to jedz POWOLI, dokładnie przeżuwaj, rób bałagan na talerzu, jedz małe porcje!
  • nie jedz posiłków bezwiednie, zawsze usiądź przy stole, jedz powoli
  • jedz TYLKO GDY UMIERASZ Z GŁODU
  • gdy najdzie pokusa umyj sobie lepiej zęby, albo weź gumę do żucia



TO JA DECYDUJĘ o tym co jem!

NIC NIE SMAKUJE TAK CUDOWNIE JAK ŚWIADOMOŚĆ, ŻE SIĘ CHUDNIE

każdy je, to nic niezwykłego. Chcesz być inna? lepsza? silniejsza? ZAPOMNIJ o tej przyziemnej, pospolitej czynności jaką jest jedzenie! gardź tym!









jedzenie to SŁABOŚĆ INNYCH. Ty nie jesteś słaba!

Wszystko czego nie zjesz sprawia, że jesteś bliżej ideału: kościste ramiona, wystające żebra, płaski brzuch bez nawet najmniejszej fałdki




NIGDY ZBYT CHUDA


KAŻDY KĘS CZYNI CIĘ GRUBASEM


  • bycie chudą, niejedzenie jest oznaką siły
  • bycie chudą jest ważniejsze od bycia zdrową
  • nie będziesz jadła bez poczucia winy
  • nie będziesz jadła niczego bez ukarania siebie za to








KONTROLUJ SWOJE CIAŁO! I SWOJE POKUSY!



I don't care if it hurts, 
I want to have control. 
I want a perfect body, 
I want a perfect soul. 
I want you to notice, 
when I'm not around. 
You're so fucking special, 
I wish I was special. 




Wierzę w perfekcje, chcę ją osiągnąć.


Niczym nie usprawiedliwiaj łakomstwa.



Jak się będę czuła gdy znowu coś zjesz? Gdy znowu zawalisz? Chcesz się roztyć? Być grubą? Chcesz mieć za ciasne ubrania? Fałdy tłuszczu? PO CO CI TO? Głod boli, ale to twoj przyjaciel, nagradza cię idealną sylwetką.



Żarcie nie jest przyjemnością



Spójrz na jedzenie i pomyśl: " 5 minut przyjemności- tfu żarcie nie jest przyjemnością, czy chcesz być zadwowolona ze swojego ciała?" Nic nie smakuje tak dobrze jak dążenie do doskonałości.


GŁÓD ZNIKA PO MINUCIE! Pamiętaj on zniknie! Pamiętaj jak było jak byłaś jeszcze grubsza! Jak się nie mieściłaś w ubrania, jak zawsze zakrywałaś brzuch... 
PAMIĘTAJ! NIE JEDZ! bo dalej jesteś grubasem!






jesz by żyć, a nie żyjesz by jesz

Nie zmarnuję głodówki jakąś pierdołą...

zawsze po zjedzeniu miej wyrzuty sumienia, zjedzeniu czegokolwiek

nigdy nie powiesz sobie że to koniec diety, nigdy nie będziesz wystarczająco chuda by to zakończyć

MYŚL O CELACH I EFEKTACH!

Ja się nie dam! Koniec z żarciem! nie będę taka obrzydliwa jak wszyscy inni, co wpierdalają non stop! Ja nie muszę!!!!!!!ja spełniam swoje marzenia!

Muszę schudnąć! muszę nie jeść! Muszę być cierpliwa, perfekcyjna! Kochać głod, bo to znaczy, że chudnę! masz wyglądać chudo, kościście! bo JESTEŚ GRUBA i będziesz grubsza jak zjesz cokolwiek!




NIE POZWÓL BY OCHOTA NA COŚ WYGRAŁA! TY TEGO NIE POTRZEBUJESZ! POCZUJ RADOŚC Z GŁODU! SATYSFAKCJE Z ODMÓWIENIA SOBIE TEGO ŻARCIA! POMYŚL O NAJMNIEJSZYM ROZMIARZE W SKLEPIE!

NIE MYL GŁODU Z APETYTEM, Z POKUSĄ Z OCHOTĄ BO JUTRO BĘDZIESZ JESZCZE GRUBSZA!

http://dailydoseofthinspiration.tumblr.com/





wtorek, 11 grudnia 2012

Spowiadamy od początku, ogarniamy w dalszym ciągu :)

Kiedy to się zaczęło i jak to się zaczęło hm... 
Dokładnie i porządnie zaczęłam się odchudzać 06.10.2012 (moja przełomowa data) czyli dość niedawno (schudłam od tego czasu 21 kg. z wagi 84kg, do 63kg ) ale o tym wszystkim potem, bo chcę zacząć od początku, chyba też sama dla siebie, muszę to ogarnąć, 'wypisać' się, by iść dalej bez żadnego bagażu i być sama z sobą i z Aną na bieżąco.
Tak więc wydaje mi się, że jakieś małe początki zaczęły się około rok czasu temu, jak zaglądam do mojego dziennika/kalendarza to widzę wpisy: " nie podoba mi się moje ciało" - luty, 2012. Zaczęłam też notować to co zjadałam, nie regularnie oczywiście, ale nie mogę w to uwierzyć!: 8 tostów z dżemem, nutellą, masłem orzechowym, jabłko, dwie paczki chipsów, cukierki, czekolada, garść płatków, i do tego kolacja -TO WSZYSTKO JEDNEGO DNIA. Pamiętam też, że zdarzało mi się zjeść w ciągu dnia, duże dwie paczki chipsów, czekoladę - o nie, nie jedną i do tego np. 20 batoników, pizze... wszystko w ciągu jednego dnia... 
Widzę też wpis z marca - "rzygam gdy widzę moje nogi i mój brzuch" . "nie jeść", "czemu nie mogę sobie wbić do tego durnego łba STOP ŻARCIU" Tak, jakoś niecały rok temu się to wszystko gdzieś w głębi mnie zmieniało, zaczęłam dostrzegać to jaka jestem gruba, obrzydliwa, w tym czasie zerwałam z chłopakiem i cały ten smutek po prostu zjadałam, słodyczami, tylko słodyczami, ciągle, ciągle i ciągle i tłustym żarciem. Serce złamane mam nadal i nadal kocham go niesamowicie, ale już nie zjadam smutków, teraz mam Ane...
Ale wracając do okresu mniej więcej od maja do września- to był czas kiedy coraz częściej stawałam w bieliźnie przed lustrem i oglądałam swoje ciało, i myślałam że zaraz wezmę nóż i sobie odkroję każdą wystającą część ciała, ten  wygląd mnie po prostu bolał, nie mogłam na siebie patrzeć, z dnia na dzień było coraz gorzej, zaczęłam się po prostu wstydzić tego jak wyglądam, stopniowo zamykałam się w sobie, zaczęłam chodzić tylko w ogromnych workowatych ciuchach, byle by nikt nie zauważył nawet kawałka tej obrzydliwiej fałdy na brzuchu, na zakupu w ogolę nie chodziłam - bo... bo wstyd, bo czasem największy rozmiar w sklepie był po prostu na mnie za mały... :( a już nie powiem co się ze mną działo gdy ktoś mnie dotknął... odskakiwałam na kilometr, ze wstydu. Ja wiem, ja wiem że są grubsze osoby etc. ale to moje życie, i moje obrzydliwe ciało. Tak bardzo chciałam by zniknęło, by stał się cud i bym schudła z dnia na dzień, co wieczór sobie wyobrażałam siebie- chudą, piękną, zgrabną, mieszczącą się we wszystkie ubrania... z wystającymi kośćmi, ale czy zaczęłam się odchudzać? ćwiczyć? nie, raczej nie, ale przestałam się tak objadać, coraz częściej zwracałam uwagę na to co jem, ale to nie była żadna obsesja jedzeniowa, jeszcze nie. Ale tak, to był jakiś tam mały początek tego wszystkiego. Czułam, czuję się nadal zamknięta w jakimś obcym, obrzydliwym cielsku, którego nienawidzę z całego serca i którego bym się najchętniej pozbyła... a potem wpisałam w google - pro ana i coś pękło, coś strasznie pękło we mnie, myślałam już w tedy by założyć bloga, ale nie, ja nie widziałam w tym jakiegoś głębszego sensu, myślałam- ' spoko, fajnie, że dziewczyny mają te blogi, ze piszą ile zjadły, wstawiają zdjęcia chudzielców i płaczą nad każdą kalorią więcej- ja mam to w sumie gdzieś, troszkę im się dziwię, troszkę są dla mnie zabawne, ja chcę tylko troszkę schudnąć, a one czasem ciekawie piszą, poczytam' na początku jednak ciężko było mi pojąć o czym piszecie, ale nie umiałam przeżyć dnia bez czytania blogów, artykułów o odchudzaniu, anoreksji, zaczęłam też mniej jeść ... i coraz bardziej obsesyjnie myśleć o tym, że jestem za gruba, za duża, że mam dość!
...i kupiłam notes... pierwszy wpis z 06.10.2012... od tej pory się wszystko zmieniło, napiszę potem posty z notesu, moje myśli i bilanse kalorii z tego czasu, bo czemu jednak złożyłam bloga i wyrzucam notes? Bo boję się, że ktoś go może przeczytać, że go gdzieś zostawię , że ktoś zobaczy i będę miała problemy, bo ten notes jest zbyt osobisty, bo tam jest wszystko o mnie i o tym co o sobie myślę. Drugim powodem bloga są MOTYLKI, wszystkie dziewczyny które się wspierają, które dążą do doskonałości. Dziewczyny jesteście niesamowite, chciałam być samotna w tym odchudzaniu, ale tak się chyba nie da, gdy kiedyś czytałam notki na waszych blogach, (jak pisałam wcześniej) nie rozumiałam czasem o czym piszecie, o co z tymi kaloriami chodzi, dziś często wydaje mi się jakbym czytałam swoje własne myśli, wszystkie dziewczyny pro-ana, wszystkie dziewczyny które dążą do chudości. które chcą być doskonałe, to jak jeden wielki krąg wsparcia, jedna wielka inspiracja, to jest po prostu świetne- i mimo, że rodzina, że  przyjaciele nie są w stanie tego pojąć, przed nimi trzeba się ukrywać, ukrywać ane, ukrywać jedzenie, udawać, że się je -na wszystkie czasem absurdalne sposoby, to wieczorkiem można usiąść przed kompem, z gorącą herbatką i odwiedzić wasz, nasz świat, czytać wasze zmagania, wspierać siebie nawzajem, chudnąć razem, opisać wszystko co się czuje, jak bardzo te kilka gryzów tego obrzydliwego jedzenia bolało i czemu się to zrobiło... i opisać, że się znowu upadło i zjadło tych kilka ciastek za dużo, albo że trzeba było zjeść całą kolacje, bo uniknąć się tego nie dało i po prostu zapłakać nad swoim obrzydliwym ciałem... i sie nie jest już takim samotnym. Tak zapragnęłam mieć gdzieś swoją większą przestrzeń, nieważne czy ktoś to czyta czy nie, ja mogę czytać, mogę sobie dodawać linki do diet, obrazki do zdjęć, mieć wszystko na wyciągnięcie ręki i nie martwić się, że ktoś kiedyś weźmie ten mój notesik i mi go przeczyta i wyśle do psychiatry. Dalej opiszę notes, i zacznę startować z tym co na bieżąco :)




Pozdrawiam was ciepło! :*:*:* 

Let's start the story...


Witam wszystkie !
Tak... początki są najtrudniejsze, ale powoli zacznę :)
Jestem Zuza, mam 20 lat i od zawsze byłam gruba... nie, nie jakoś bardzo otyła, ale po prostu DUŻA, jak to moja babcia o mnie mówi "kawał baby". Moja zwykła waga, utrzymująca się ciągle przez długi czas (noo czasem +/- 5 kg) to 80 kg przy wzroście 170cm I ZAWSZE ROZMIAR XL, ALBO XXL. Czy mi to przeszkadzało? Hm czasem, ale raczej nie zawracałam na to uwagi i nikt z mojego otoczenia też raczej nie zwracał, nie próbowałam się też odchudzać, ba! nawet o tym nie myślałam, jak tak wrócę do tego czasu to wydaje mi się, że nawet nie uważałam siebie samej za grubą- 'ot taką mam figurę, co tu zmieniać? grube kości etc. poza tym kocham jeść'  Miałam, mam nadal cudownych przyjaciół, którzy po prostu mnie kochają, fajną rodzinę-choć z tysiącami problemów i smutków, w szkole-gimnazjum układało się całkiem okej, w liceum jeszcze lepiej, jako, że należę do dość otwartych osób i kocham ludzi, to nigdy nie byłam jakoś szczególnie samotna, ciągle imprezy, ciągle gdzieś, coś, z kimś, nigdy sama, niektórzy nawet nazywali mnie duszą towarzystwa, nawet kilku chłopaków miałam (o jednym z nich potem, bo to ważny element jednak) (mimo tej mojej wagi) ah i po liceum, na studia nie poszłam, mam dwa lata przerwy, w nadchodzącym roku wybieram się na filologie angielską. I tak sobie żyłam ze sobą, z jedzeniem AŻ DO CZASU...
Wkrótce napiszę, jak to się zaczęło wszytko, co się w ogolę zaczęło i czemu przerzuciłam się z notatnika, na bloga.
A wam wszystkim dziewczyny życzę wytrwałości i chudości ! :*