z tysiąca zapisanych kartek, przerzucam się na klawiaturę :)
Mój dziennik odchudzania, fascynacja chudością, dążenie do perfekcji do której mi i mojemu ciału tak daleko, wciąż w drodze...
z momentami ciężką do wytrzymania, ale zawsze obecną Aną.

wtorek, 11 grudnia 2012

Spowiadamy od początku, ogarniamy w dalszym ciągu :)

Kiedy to się zaczęło i jak to się zaczęło hm... 
Dokładnie i porządnie zaczęłam się odchudzać 06.10.2012 (moja przełomowa data) czyli dość niedawno (schudłam od tego czasu 21 kg. z wagi 84kg, do 63kg ) ale o tym wszystkim potem, bo chcę zacząć od początku, chyba też sama dla siebie, muszę to ogarnąć, 'wypisać' się, by iść dalej bez żadnego bagażu i być sama z sobą i z Aną na bieżąco.
Tak więc wydaje mi się, że jakieś małe początki zaczęły się około rok czasu temu, jak zaglądam do mojego dziennika/kalendarza to widzę wpisy: " nie podoba mi się moje ciało" - luty, 2012. Zaczęłam też notować to co zjadałam, nie regularnie oczywiście, ale nie mogę w to uwierzyć!: 8 tostów z dżemem, nutellą, masłem orzechowym, jabłko, dwie paczki chipsów, cukierki, czekolada, garść płatków, i do tego kolacja -TO WSZYSTKO JEDNEGO DNIA. Pamiętam też, że zdarzało mi się zjeść w ciągu dnia, duże dwie paczki chipsów, czekoladę - o nie, nie jedną i do tego np. 20 batoników, pizze... wszystko w ciągu jednego dnia... 
Widzę też wpis z marca - "rzygam gdy widzę moje nogi i mój brzuch" . "nie jeść", "czemu nie mogę sobie wbić do tego durnego łba STOP ŻARCIU" Tak, jakoś niecały rok temu się to wszystko gdzieś w głębi mnie zmieniało, zaczęłam dostrzegać to jaka jestem gruba, obrzydliwa, w tym czasie zerwałam z chłopakiem i cały ten smutek po prostu zjadałam, słodyczami, tylko słodyczami, ciągle, ciągle i ciągle i tłustym żarciem. Serce złamane mam nadal i nadal kocham go niesamowicie, ale już nie zjadam smutków, teraz mam Ane...
Ale wracając do okresu mniej więcej od maja do września- to był czas kiedy coraz częściej stawałam w bieliźnie przed lustrem i oglądałam swoje ciało, i myślałam że zaraz wezmę nóż i sobie odkroję każdą wystającą część ciała, ten  wygląd mnie po prostu bolał, nie mogłam na siebie patrzeć, z dnia na dzień było coraz gorzej, zaczęłam się po prostu wstydzić tego jak wyglądam, stopniowo zamykałam się w sobie, zaczęłam chodzić tylko w ogromnych workowatych ciuchach, byle by nikt nie zauważył nawet kawałka tej obrzydliwiej fałdy na brzuchu, na zakupu w ogolę nie chodziłam - bo... bo wstyd, bo czasem największy rozmiar w sklepie był po prostu na mnie za mały... :( a już nie powiem co się ze mną działo gdy ktoś mnie dotknął... odskakiwałam na kilometr, ze wstydu. Ja wiem, ja wiem że są grubsze osoby etc. ale to moje życie, i moje obrzydliwe ciało. Tak bardzo chciałam by zniknęło, by stał się cud i bym schudła z dnia na dzień, co wieczór sobie wyobrażałam siebie- chudą, piękną, zgrabną, mieszczącą się we wszystkie ubrania... z wystającymi kośćmi, ale czy zaczęłam się odchudzać? ćwiczyć? nie, raczej nie, ale przestałam się tak objadać, coraz częściej zwracałam uwagę na to co jem, ale to nie była żadna obsesja jedzeniowa, jeszcze nie. Ale tak, to był jakiś tam mały początek tego wszystkiego. Czułam, czuję się nadal zamknięta w jakimś obcym, obrzydliwym cielsku, którego nienawidzę z całego serca i którego bym się najchętniej pozbyła... a potem wpisałam w google - pro ana i coś pękło, coś strasznie pękło we mnie, myślałam już w tedy by założyć bloga, ale nie, ja nie widziałam w tym jakiegoś głębszego sensu, myślałam- ' spoko, fajnie, że dziewczyny mają te blogi, ze piszą ile zjadły, wstawiają zdjęcia chudzielców i płaczą nad każdą kalorią więcej- ja mam to w sumie gdzieś, troszkę im się dziwię, troszkę są dla mnie zabawne, ja chcę tylko troszkę schudnąć, a one czasem ciekawie piszą, poczytam' na początku jednak ciężko było mi pojąć o czym piszecie, ale nie umiałam przeżyć dnia bez czytania blogów, artykułów o odchudzaniu, anoreksji, zaczęłam też mniej jeść ... i coraz bardziej obsesyjnie myśleć o tym, że jestem za gruba, za duża, że mam dość!
...i kupiłam notes... pierwszy wpis z 06.10.2012... od tej pory się wszystko zmieniło, napiszę potem posty z notesu, moje myśli i bilanse kalorii z tego czasu, bo czemu jednak złożyłam bloga i wyrzucam notes? Bo boję się, że ktoś go może przeczytać, że go gdzieś zostawię , że ktoś zobaczy i będę miała problemy, bo ten notes jest zbyt osobisty, bo tam jest wszystko o mnie i o tym co o sobie myślę. Drugim powodem bloga są MOTYLKI, wszystkie dziewczyny które się wspierają, które dążą do doskonałości. Dziewczyny jesteście niesamowite, chciałam być samotna w tym odchudzaniu, ale tak się chyba nie da, gdy kiedyś czytałam notki na waszych blogach, (jak pisałam wcześniej) nie rozumiałam czasem o czym piszecie, o co z tymi kaloriami chodzi, dziś często wydaje mi się jakbym czytałam swoje własne myśli, wszystkie dziewczyny pro-ana, wszystkie dziewczyny które dążą do chudości. które chcą być doskonałe, to jak jeden wielki krąg wsparcia, jedna wielka inspiracja, to jest po prostu świetne- i mimo, że rodzina, że  przyjaciele nie są w stanie tego pojąć, przed nimi trzeba się ukrywać, ukrywać ane, ukrywać jedzenie, udawać, że się je -na wszystkie czasem absurdalne sposoby, to wieczorkiem można usiąść przed kompem, z gorącą herbatką i odwiedzić wasz, nasz świat, czytać wasze zmagania, wspierać siebie nawzajem, chudnąć razem, opisać wszystko co się czuje, jak bardzo te kilka gryzów tego obrzydliwego jedzenia bolało i czemu się to zrobiło... i opisać, że się znowu upadło i zjadło tych kilka ciastek za dużo, albo że trzeba było zjeść całą kolacje, bo uniknąć się tego nie dało i po prostu zapłakać nad swoim obrzydliwym ciałem... i sie nie jest już takim samotnym. Tak zapragnęłam mieć gdzieś swoją większą przestrzeń, nieważne czy ktoś to czyta czy nie, ja mogę czytać, mogę sobie dodawać linki do diet, obrazki do zdjęć, mieć wszystko na wyciągnięcie ręki i nie martwić się, że ktoś kiedyś weźmie ten mój notesik i mi go przeczyta i wyśle do psychiatry. Dalej opiszę notes, i zacznę startować z tym co na bieżąco :)




Pozdrawiam was ciepło! :*:*:* 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz