z tysiąca zapisanych kartek, przerzucam się na klawiaturę :)
Mój dziennik odchudzania, fascynacja chudością, dążenie do perfekcji do której mi i mojemu ciału tak daleko, wciąż w drodze...
z momentami ciężką do wytrzymania, ale zawsze obecną Aną.

wtorek, 11 grudnia 2012

Let's start the story...


Witam wszystkie !
Tak... początki są najtrudniejsze, ale powoli zacznę :)
Jestem Zuza, mam 20 lat i od zawsze byłam gruba... nie, nie jakoś bardzo otyła, ale po prostu DUŻA, jak to moja babcia o mnie mówi "kawał baby". Moja zwykła waga, utrzymująca się ciągle przez długi czas (noo czasem +/- 5 kg) to 80 kg przy wzroście 170cm I ZAWSZE ROZMIAR XL, ALBO XXL. Czy mi to przeszkadzało? Hm czasem, ale raczej nie zawracałam na to uwagi i nikt z mojego otoczenia też raczej nie zwracał, nie próbowałam się też odchudzać, ba! nawet o tym nie myślałam, jak tak wrócę do tego czasu to wydaje mi się, że nawet nie uważałam siebie samej za grubą- 'ot taką mam figurę, co tu zmieniać? grube kości etc. poza tym kocham jeść'  Miałam, mam nadal cudownych przyjaciół, którzy po prostu mnie kochają, fajną rodzinę-choć z tysiącami problemów i smutków, w szkole-gimnazjum układało się całkiem okej, w liceum jeszcze lepiej, jako, że należę do dość otwartych osób i kocham ludzi, to nigdy nie byłam jakoś szczególnie samotna, ciągle imprezy, ciągle gdzieś, coś, z kimś, nigdy sama, niektórzy nawet nazywali mnie duszą towarzystwa, nawet kilku chłopaków miałam (o jednym z nich potem, bo to ważny element jednak) (mimo tej mojej wagi) ah i po liceum, na studia nie poszłam, mam dwa lata przerwy, w nadchodzącym roku wybieram się na filologie angielską. I tak sobie żyłam ze sobą, z jedzeniem AŻ DO CZASU...
Wkrótce napiszę, jak to się zaczęło wszytko, co się w ogolę zaczęło i czemu przerzuciłam się z notatnika, na bloga.
A wam wszystkim dziewczyny życzę wytrwałości i chudości ! :*






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz